niedziela, 3 sierpnia 2014

Welcome to America! / Orientation

W końcu jestem po drugiej stronie oceanu! Po kilku miesiącach wyczekiwania i opóźnionym, niekończącym się locie (dłużył się ale i tak miałam szczęście, że był bezpośredni) w końcu mogłam stanąć na amerykańskiej ziemi. Szczerze mówiąc myślałam, że bardziej 'uderzy' mnie to, że jestem w Ameryce i że właśnie tutaj spędzę nadchodzący rok swojego życia. W zasadzie nie wiem czego się spodziewałam, ale tak czy siak nic takiego nie było. Nasz rok (piszę nasz, bo leciałam z 5 innych dziewczyn) rozpoczął się przejażdżką śmiesznym pojazdem z lotniska do hotelu. Usilnie próbowałam obserwować Nowy Jork za oknem ale zmęczenie wzięło górę i zasnęłam jak dziecko. Orientation było całkiem przyjemne, momentami męczące, ale przypuszczam, że to z powodu zmiany strefy czasowej, którą gdybym mogła odsypiałabym pewnie cały tydzień. A taka opcja nie wchodziła w grę - codziennie o 6.30 pobudka i na krzesełko na 10 godzin! Na szczęście tak było tylko w środę, we wtorek dzień był o wiele ciekawszy, a to z powodu wycieczki do Nowego Jorku :D Nie mogłam uwierzyć, że w końcu zobaczę to, co oglądałam przez tyle czasu w tv, na innych blogach czy oczywiście na google grafika! Z przyklejonym do szyby autobusu aparatem i uśmiechem na ustach cykałam zdjęcia wszystkiemu, co było możliwe. Wtedy zdałam sobie sprawę, że wyglądam jak taka mała Azjatka z aparacikiem i kapelusikiem na głowie (każdy wie o co chodzi, bo każdy przynajmniej raz gdzieś taki obrazek widział). Ale nie przejmowałam się tym zbytnio i dalej robiłam zdjęcia. Pierwszym przystankiem naszej wycieczki było Rockefeller Center i Top of the Rock. Widoki nieziemskieee, nie wiedziałam, w którą stronę patrzeć. Po prostu pięknie. Wszystko jak na dłoni: Empire State Building, Central Park i wieeele wiele innych. 






Natępnie był Times Square z mnóstwem ludzi i śmieci.



I na koniec nie mam pojęcia co to było, ale bardzo mi się podobał widok z tego miejsca. Widok między innymi na Statuę Wolności, która miała może 4 cm (w porywach do 5).


W czwartek czyli ostatni dzień Orientation przyszedł czas na spotkanie z rodziną. Wszystkie maksymalnie zdenerwowane, jak to będzie, jak dzieci zareagują, jak w ogóle się przywitać?! Przytulić, rękę podać czy coś powiedzieć? Po mnie przyjechała sama hostka, która od razu mnie przytuliła, więc pierwsza część za nami. Później już jakoś poszło. Pokazała mi okolicę, w której mieszkam, plażę i wiele innych rzeczy. Następnie pojechałyśmy odebrać L., który był w day care i tym spotkaniem też się stresowałam. Okazało się, że zupełnie niepotrzebnie, bo mały przybiegł do mnie, rzucił mi się na szyję, opowiedział mi swój cały dzień i już byliśmy kumplami. Faktycznie, na dzień dzisiejszy mamy bardzo dobry kontakt, co zresztą zauważyła sama hostka, więc z nim nie powinno być problemów. 

Wczoraj pierwszy raz wsiadłam za kierownicę i host udzielił mi szybkiego kursu prawa jazdy. Najtrudniejsze na początku było przestawienie się na automatyczną skrzynię biegów, ale przyznaję, że jeździ się całkiem przyjemnie. Nawet mnie kilka razy pochwalił, nie wiem czy z grzeczności czy faktycznie było ok, ale myślę, że z prowadzeniem z czasem nie będzie problemu. Pogoda za bardzo nie sprzyja w ten weekend, więc nie mogliśmy zrealizować tego co mieliśmy w planach, ale za to wieczorem miałam okazję pojechać z hostami na kolację na Manhattan (wiem, że to nic takiego, ale nigdy bym nie powiedziała, że będę sobie jeździć na Manhattan, kiedy zrobię się głodna;o) Boże jak ja kocham to, że NYC jest tak blisko <3 


17 komentarzy:

  1. Też miałam problem z tym, jak się przywitać na lotnisku i w ogóle, bo w sumie nie zna się tych ludzi i nie wiesz czy być bardziej jak koleżanka, czy może pracownica ;P Fajnie, że okazało się ,że stresowałaś się niepotrzebnie! Dalej to tylko musi być lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja w ogóle nie lubię takich sytuacji :P wolałabym je omijać szerokim łukiem podobnie jak pożegnania. Jest coraz lepiej więc chyba jakoś to będzie:)

      Usuń
  2. Życzę Ci wspaniałego roku :*

    OdpowiedzUsuń
  3. ojaaa, ale Ci zazdroszczę! I widzisz, wszyscy Cię miło przywitali :). Powodzenia :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście tak, a tak się martwiłam :) Dziekuje;*

      Usuń
  4. Początek świetny :) Powodzenia! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Początek tak, zobaczymy teraz co to będzie dalej:) Dziękuje!:)

      Usuń
  5. Super, że wytrwałaś i świetne widoki i w ogóle wszystko ekstra!
    Powodzenia dalej.. trzymaj się :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widoki nieziemskie to fakt:) Dziękuję!:)

      Usuń
  6. Tak szybko to zleciało! Tyle niepotrzebnego stresu! :D
    yeeeaaayy ! :D Our American Dream comes true :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty tam lepiej szykuj się na odwiedziny w Chicago :D

      Usuń
  7. ale jaja, że już jesteś tutaj :) kurczę, nie chce się wierzyć jak ten czas szybko leci ...
    Zdjęcia są fantastyczne na Empire State Bldg - miałabyś może takie w większej rozdzielczości? Bardzo mi się podoba i z chęcia zrobiłabym z niego tapetę na pulpit. Jeśli byłabyś na tyle uprzejma i wysłała mi na mejla: albicocca.m@gmail.com dzięki!

    A co do rodzinki - super, że jesteście już kumplami i oby tak dalej!!! Powodzonka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. leci strasznie ;o już mi tydzień minął, a dopiero co wsiadalam do samolotu!
      zdjęcia wysłałam, masz kilka dodatkowych, więc wybierz sobie, które Ci będzie odpowiadać:)

      Usuń
  8. Cieszę się,że jesteś już na miejscu! Dobrze,że od samego początku dobry kontakt macie,czekam na następnego posta. Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  9. tak, to jest akurat dosyć ważne, więc też się cieszę:) Kolejny pewnie już wkrótce!

    OdpowiedzUsuń
  10. Swietne zdjecia! Ja tez jestem w CT niestety nie jako AuPair, ale mam nadzieje ze od przyszlego roku juz tak!
    Pozdrawiam :)
    http://weryuniqe.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń