poniedziałek, 11 sierpnia 2014

First week

Pierwszy tydzień pracy za mną! Nie było najgorzej, L. jest całkiem przyjemnym chłopcem, a już sam fakt, że mam jedno dziecko bardzo ułatwia mi życie. Przyrównując się do innych au pair z 4 małych dzieci naprawdę nie wypada mi narzekać. Jak każde dziecko, czasem lubi człowieka przetestować, jak daleko może się posunąć i kiedy w końcu zdecydujesz, że w tej walce nie masz z nim szans, ale wtedy jego genialna au pair wkracza na ring z wachlarzem różnych technik perswazji i robi tak, żeby było po jej myśli. No, nie zawsze się udaje, ale będziemy nad tym pracować. A więc tydzień zaczął się od dnia wolnego, który postanowiłam wykorzystać na mały spacer po okolicy. Miasteczko jest urocze i muszę przyznać, że amerykańskie filmy akurat pod tym względem nie kłamią. Duże domy, zadbane trawniki i duże fajne autka. Oprócz tego (o czym wcześniej nie słyszałam) często można się spotkać z zawieszonymi na domach flagami amerykańskimi. Jakże patriotycznie!






Następnie małe window shopping (to jedyne, na co mogłam sobie pozwolić) w Greenwich na Greenwich Avenue.






Wieczorem wybrałam się na cluster meeting, na którym poznałam kilka dziewczyn mieszkających blisko mnie. Fakt, że dzieli nas tylko kilka ulic postanowiłyśmy wykorzystać jak najlepiej się da i zorganizowałyśmy playdate! Mówię Wam, świetna sprawa! Dzieci się bawią, my jedynie musimy je doglądać - idealnie. Mojej hostce bardzo podoba się pomysł socjalizowania L. ze względu na to, że jest jedynakiem, a więc pod tym względem na pewno jej nie zawiodę!

Z kolei innym razem, pewnego pięknego, słonecznego dnia postanowiłam się zgubić...:) Hostka bardzo chciała, żebym wzięła auto i pojeździła trochę, żeby poznać okolicę i oswoić się z samochodem. W porządku, najpierw wybrałam się na plażę - sama, bez GPSa! Upojona tym osiągnięciem postanowiłam przejechać się do sklepu kosmetycznego, a później szczęśliwie wrócić do domu. Super, dotarłam do kosmetycznego, kupiłam co chciałam, no no radzę sobie w tych Stanach! Nie do końca wszystko poszło po mojej myśli i... obrałam złą drogę powrotną. I zamiast pod domem, znalazłam się na autostradzie! (wcale nie przeszkadzał mi ogromny znak mówiący, że ta droga to wjazd na autostradę - pewnie tak o sobie tam stał!). Już prawie łzy cisnęły mi się do oczu, nie miałam pojęcia gdzie jechać, którym zjazdem zjechać - nic. Nawigacji w samochodzie akurat nie miałam albo po prostu leżała sobie obok, ale ja oczywiście nie wpadłam na to, żeby po nią sięgnąć. Tak, to jest bardzo prawdopodobne, za bardzo byłam zaabsorbowana faktem, że nie mam pojęcia jak dostanę się do domu. W końcu dotarłam do miasta, w którym byłam dzień wcześniej z inną au pair na zakupach (centra handlowe ratują życie!) i krok po kroku udało mi się odtworzyć w pamięci, jak ta droga leciała. Szczęśliwie znalazłam się pod swoim adresem, jednak te chwile grozy na pewno na długo pozostaną w mojej pamięci!

W weekend wybrałam się z rodzinką (+ 3 innymi rodzinami, w tym jedną z au pair) na kemping na pobliską wyspę. Było całkiem przyjemnie, pracy nie było dużo, bo dzieci w większości bawiły się razem, więc trzeba było tylko je czasem doglądać. Tak więc razem z drugą au pair wzajemnie umilałyśmy sobie czas siedząc na leżaczku i smażąc się na słońcu. A wieczorem ku uciesze wszystkich dzieci i dwóch au pair jedliśmy sławne smores! Jejku jakie to było dobre...Chyba najlepsza rzecz, jaką do tej pory tutaj jadłam. Bo nie wiem czy wspomniałam, ale zdecydowanie wolę polską kuchnię. Kilka zdjęć z wyspy.





To tyle tym razem, powoli planuję jakieś wycieczki, bo trochę mnie już roznosi i mam ochotę pojechać gdzieś dalej. Albo przynajmniej ten Nowy Jork! No nic, na razie muszę tydzień przepracować, a potem może się coś uda. Do usłyszenia!

11 komentarzy:

  1. Jakie piekne widoczki!
    Ciesze sie, ze Ci sie podoba :) Z rodzinki jestes zadowolona? Relacje z hostami w porzadku?
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. taak, jak na razie jest naprawdę w porządku:) szczególnie z hostką dobrze się dogaduję, nadajemy na podobnych falach :) oby tak zostało!
      Pozdrawiam też;*

      Usuń
  2. ale bym miała stracha jakbym się tak zgubiła! :o. maaasakra!
    super zdjęcia :) no i racja playdate to spoko sprawa ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj strach był, uwierz! ;o
      tak, wręcz genialna! sama wypróbujesz na pewno:)

      Usuń
  3. Nooo to nieźle z tym, że się zgubiłaś! Najważniejsze, że znalazłaś drogę powrotną! :)
    Fajne zdjęcia. Trochę mi to przypomina moją okolicę. Tak spokojnie, zielono....
    Oby tak dalej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jakimś cudem mi się udało, ale było nieciekawie;o
      i właśnie to jest fajne, ta zieleń i spokój :) podoba mi się tu. Mi z kolei przypomina trochę moją miejscowość w Polsce:)

      Usuń
  4. O kurcze już jesteś w Riverside, super! Bardzo szybko ten czas zleciał. Ogromnie się cieszę, że mam teraz pod nosem kolejną Polską au pair :D mam nadzieje, że w najbliższym czasie znajdziesz chwilkę i bedziesz miała ochotę się spotkać. Super, że Ci się tu podoba. To z pewnością bedziemy niezapomniany rok! Trzymaj się i powodzenia. Oczywiscie, mam nadzieje że do zobaczenia niedługo :))

    OdpowiedzUsuń
  5. Płakałabym rzewnymi łzami, gdybym znalazła się w takiej sytuacji jak Ty! Mam beznadziejną orientację w terenie :/
    Ale pięknie tam masz i rób jak najwięcej zdjęć :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiele mi nie brakowało, ale rozsądniej było wziąć się w garść i myśleć jak wrócić do domu:D
      ładnie jest, to akurat fakt! zdjęcia na pewno będę robić:)

      Usuń