poniedziałek, 9 czerwca 2014

Visa granted!

Kolejna formalność za mną. Coś, czego się trochę obawiałam, ale nie do końca umiem wytłumaczyć dlaczego - wycieczka do konsulatu! Wycieczka, bo do Krakowa kawałek mam, ale to nic, bo każdy powód (nawet wyjazd po wizę) jest dobry, żeby odwiedzić to miasto. Tym oto sposobem rano spacerkiem (żeby znaleźć tramwaj) wybrałam się na małe zwiedzanie miasta, aby odnaleźć cel mojej podróży. I jest, trafiłam! Łopocząca na wietrze flaga amerykańska, radiowóz policyjny z zanudzonym na śmierć policjantem w środku i tłum ludzi czekających na chodniku. Konsulat amerykański! Mimo lekkiego stresu, zapowiadał się piękny dzień - Kraków, 30 stopni, słońce. Stwierdziłam, że nikt nie odważyłby się zepsuć komukolwiek tak wspaniałego dnia, więc uznałam, że nie ma możliwości, żebym nie dostała wizy, więc koniec nerwów! No więc w porządku, adres znalazłam, ale czemu ci wszyscy ludzie nie wchodzą? Podeszłam bliżej i nieśmiało zapytałam stojącą obok panią, co tu się właściwie dzieje. Wytłumaczyła mi, że za chwilę wyjdzie do nas pan w blond włosach i białej koszulce i powie co robić. Przyznaję, że troszkę inaczej sobie to wyobrażałam, ale nie zamierzałam  marudzić.  Wmieszałam się w tłum i patrzyłam na niektóre już nieco umęczone twarze, ale nie wiem czy przyczyną był upał czy zbyt długie oczekiwanie. Jako, że nadgorliwość przejawia się u mnie zazwyczaj wtedy, kiedy by nie musiała, tak i tym razem przyszłam dużo za wcześnie, więc żeby czymś zająć myśli zaczęłam się zastanawiać, ile jeszcze czasu minie zanim całkiem się roztopię. Oj tak, pogoda dopisała… Cała ta sytuacja sprawiła, że poczułam się trochę jak nielegalna, kubańska imigrantka na Florydzie czekająca na deportację… Co jak co, ale wydaje mi się, że jakąś poczekalnię z klimatyzacją mogli by zorganizować. Ale co ja tam mogę. W tej chwili mogłam jedynie stać i czekać. Na szczęście „pan blondyn” dosyć szybko po nas wrócił i już za kilkanaście minut miałam stanąć twarzą w twarz z konsulem.

Na początku trzeba było zostawić odciski palców (zawsze to jakaś atrakcja, jeszcze nigdy tego nie robiłam), a później wziąć numerek i przejść do poczekalni, gdzie miałam chwilkę na zapoznanie się z prawami, które mi w USA przysługują. Jako, że w ostatnim czasie wszyscy strasznie chcą sprawdzać poziom mojej wiedzy z różnych zakresów (czyt. sesja) chyba trochę z przyzwyczajenia szybciutko wyuczyłam się kilku punktów, żeby w razie czego ładnie konsulowi wyrecytować, co mi w tej Ameryce wolno. W końcu zobaczyłam swój numerek na monitorze i zerwałam się z krzesła szturchając swoją stanowczo za dużą torebką ludzi siedzących obok i podeszłam do okienka. Siedzący tam, elegancko ubrany konsul zaczął rozmowę w języku polskim (uwielbiam, kiedy obcokrajowcy łamią sobie język próbując wymówić polskie głoski, osobiście uważam, że to słodkie) po czym nagle przerzucił się na język angielski. A ja razem z nim. Zaczęła się milutka rozmowa – pytał głównie o host family, co mi było bardzo na rękę, bo z tym byłam w stanie sobie poradzić. Poza tym był jeszcze bardzo ciekawy, co zamierzam zrobić ze swoim życiem po programie i co w ogóle przyszło mi do głowy, żeby wyjechać. Podczas, gdy ja grzecznie odpowiadałam na pytania, konsul prowadził ze mną walkę na wzrok, której stawką prawdopodobnie była wiza. Naprawdę nie pomagał mi w układaniu ładnych, rozbudowanych zdań, kiedy tak wpatrywał się we mnie tymi swoimi wielkimi, przenikliwymi oczami, wyglądając przy tym jakby siedział w mojej głowie i odkrył, że jestem terrorystką. Chociaż pewnie przesadziłam ze swoim osądem, a on „tylko” śmiał się ze mnie w duchu, kiedy tym razem to ja próbowałam powiedzieć coś z sensem w jego ojczystym języku. Ale przyznaję, że jakiś choćby najmniejszy grymas na twarzy przypominający uśmiech dodałby mi otuchy. Na szczęście wszystko dzielnie wytrzymałam i dalej udzielałam mu informacji patrząc prosto w te dwie brązowe kuleczki przed moją twarzą. Tak więc walkę chyba wygrałam, bo ostatecznie wizę mi przyznał. Dodatkowo zestresował mnie w chwili, kiedy stwierdził, że dziwi go to, po co rodzinie au pair skoro chłopiec idzie do szkoły. W przypływie adrenaliny zaczęłam ratować sytuację mówiąc, że przecież ma dużo zajęć dodatkowych, więc au pair w takiej sytuacji jest jak najbardziej wskazana. Przyznał mi rację, oczywiście. Później natomiast odkryłam jego drugie oblicze, bo gdy zadał kilka kolejnych pytań odniosłam wrażenie jakby wręcz przejmował się moim losem za oceanem. Czy Pani wie, że absolutnie nie powinna Pani oddawać nikomu swojego paszportu w USA? Czy rodzina po rozmowach na skype wydaje się być miła? Miła, miła, wszystko wiem, niech mi już podbija tą pieczątkę i będzie po sprawie. I podbił. Mówiłam, że słodziak? Później tylko zabrałam rzeczy i wybiegłam stamtąd, żeby czasem się nie rozmyślił.

Z konsulatu wyszłam lżejsza o chyba kilka litrów wody, które ze mnie wyparowało podczas tego całego zamieszania, ale za to o kilka razy szczęśliwsza. W takim szampańskim wręcz nastroju, z uśmiechem na twarzy, kroczyłam w kierunku większej już gromadki ludzi na chodniku i krzyczałam: Ha, ja jadę, a Wy? W głowie krzyczałam, oczywiście. To nie tak, żebym była złośliwa, bo naprawdę mam nadzieję, że konsul potraktował ich równie dobrze jak mnie i także dostali swoje wizy. W końcu wiem, co to znaczy chcieć jechać do USA!

Tymczasem zastanawiam się, czy jest jeszcze coś, co mogłoby mnie powstrzymać od wyjazdu. Wydaje mi się, że z wizą w kieszeni (będzie za kilka dni) nic takiego na drodze mi nie stanie i już oficjalnie mogę zacząć się pakować. Jednak najpierw muszę opracować jakąś taktykę, jak spakować się na rok w 23 kg! Hm, to będzie naprawdę ciekawe doświadczenie… 
                                          
                                        

13 komentarzy:

  1. gratuluję ! :) bardzo Ci zazdroszczę bo ja jeszcze wizowy stresik mam jeszcze przed sobą :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. teraz mogę śmiało powiedzieć, że w zasadzie nie było się czego bać :D ale ja oczywiście też w to nie wierzyłam dopóki sama nie przeżyłam. Będzie dobrze! :)

      Usuń
  2. Ja mialam rozmowe w Krakowie we srode a w piatek do mnie dzwonili ze mam gotowa wize :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o proszę, czyli myślę, że też się mogę czegoś podobnego spodziewać:)

      Usuń
  3. Hej! Nie wiem czy widzialas, ze odpisalam Ci na komenatrz wiec pisze tu jeszcze raz. Mieszkam w Greenwich, wiec bedziesz mieszala bardzo blisko mnie z czego niezmiernie sie ciesze :) tez dodaje Cie do ulubionych i zapraszam na nowa notke :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Cześć Kochana!
    Możesz mi powiedzieć jakie dokumenty zabrać ze sobą na rozmowę wizową?
    Albo może gdzie na stronie Apia jest spis takich dokumentów?
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj! na stronie APIA chyba nie ma takich informacji, ale ta jest bardzo przydatna: http://staging2012.ustraveldocs.com/pl_pl/pl-niv-typej.asp masz tutaj wszystkie informacje, co musisz ze sobą wziąć. Oprócz tego najlepiej weź wszystkie dokumenty, które dostałaś z agencji (SEVIS, list potwierdzający z agencji itp), mieć nie zaszkodzi :)
      Również pozdrawiam i powodzenia!

      Usuń
    2. a czy formularz DS-2019należy wydrukować, czy oni mają może podgląd do naszych danych?

      Usuń
    3. ten formularz dostaniesz od agencji, Ty jedynie musisz wydrukować potwierdzenie złożenia formularza DS-160. Jeżeli lecisz z APIA to dostaniesz 'Visa pack' z wszystkimi dokumentami i wskazówkami co i jak wypełnić, co wziąć itp.

      Usuń
  5. gratulacje ! Bardzo się cieszę Twoim szczęściem i super sprawa, że już od sierpnia będziesz tutaj z nami w USA na wschodnim wybrzeżu.
    Trzymam kciuki za dalsze formalności i ... pakowanko (bo to będzie dopiero zabawa ...) :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to może się okazać o wiele gorsze od wszystkich formalności razem wziętych :) ale jakoś to będzie!

      Usuń
  6. Hej! A ja z innej beczki:) Bo z tego posta wywnioskowałam, że miałaś ze sobą torbę w konsulacie, jakim cudem? Przecież nie można wnosić ze sobą nic... Pytam z ciekawości, bo ja tuż przed spotkaniem jestem:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak tak wniosłam, każdy wnosił mimo że też słyszałam, że nie wolno:) Do środka nie można było tylko wnieść urządzeń elektronicznych, ładowarek, słuchawek i nie wiem jak z napojami, bo sama nie miałam. Torba została prześwietlona i mogłam ją wziąć ze sobą :))

      Usuń