sobota, 17 maja 2014

Are you kidding me?!

Jakiś czas temu, będąc jeszcze na etapie rozważań dotyczących wyjazdu, natknęłam się na taką oto informację: statystycznie każda Au Pair w trakcie swojego rocznego pobytu w Stanach przybiera 10 kg. Tak, 10 kg. Fantastyczna perspektywa. Będąc u progu podejmowania decyzji, jechać czy nie jechać, miałam zmierzyć się z taką oto wiadomością. Biorąc pod uwagę, że mówimy tu o Ameryce i różnorodności, jaką ten kraj w sferze kulinarnej oferuje, jakoś specjalnie mnie ta informacja nie zszokowała.  Jak wiadomo twórczość Amerykanów i ich zdolność do przetwarzania wszystkich swoich genialnych pomysłów, które podsunie im ich wybujała wyobraźnia nie zna granic. Również eksperci od ułatwiania ludziom życia wcale nie marnują czasu wymyślając przeróżne magiczne sztuczki kulinarne.  Gotujesz wodę, wsypujesz proszek i masz dwudaniowy obiad! Moim skromnym zdaniem, z jedzeniem ma to niewiele wspólnego, natomiast jeżeli ktoś odczuwa namacalną potrzebę zatruwania organizmu lub też ma problem z przybraniem na wadze, to wydaje mi się, że właśnie Stany są jego Ziemią Obiecaną.

Z doświadczenia wiem, że przybranie takich 10 kg nie byłoby dla mnie najmniejszym problemem, dlatego że podczas swojego kilkumiesięcznego pobytu w Stambule bez najmniejszego wysiłku z mojej strony osiągnęłam podobny wynik. A że historia lubi się powtarzać to mniej więcej już wiem, czego mogę się spodziewać. Moją największą słabością są słodycze. Mimo, że mam na swoim koncie kilka desperackich prób stosowania diety, z każdej z nich zrezygnowałam jeszcze zanim faktycznie zdecydowałam czy chcę ją stosować. Później, odpakowując kolejną czekoladę Milki, wmawiałam sobie, że życie jest za krótkie, żeby odmawiać sobie tak potrzebnych chwil szczęścia. Po prostu, nie moja bajka. Podążając tym tropem, żadne 10 kg nie zaważy na decyzji i na ciągle narastającym pragnieniu spełnienia mojego American dream!


Uaktualniając postępy w przygotowaniach do wyjazdu, otrzymałam dokumenty wizowe, a więc czeka mnie wycieczka do Krakowa i zapewne przemiła wizyta w konsulacie. Jestem świadoma, że przypieczętuje ona kwestie dotyczące podróży, dlatego mam nadzieję, że konsul nie wpadnie na szalony pomysł, żeby mi ten wyjazd utrudnić i bez problemu wyda wizę przykładnej obywatelce Polski, która tylko chce spełnić swoje marzenia.  

4 komentarze:

  1. wiesz co ... ja również byłam przerażona tymi wszystkimi 'plotkami i ploteczkami' na temat przytycia w Stanach. Oczywiście, życie bardzo fajnie to zweryfikowało.
    Generalnie, Stany bardzo dużo oferują kulinarnie - zdrowo i niezdrowo.
    mnie się udało schudnąć juz prawie 6kg w ciągu 5 miesięcy, więc nie zgadzam się z tym, że nie da się 'nie-przytyć' w Stanach ;>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ooo proszę! czyli jednym słowem psujesz statystyki :D żartuję, wydaje mi się, że to zależy od indywidualnego podejścia, a żeby przytyć to nie trzeba wyjeżdżać do Stanów:) także wszelkie tego typu informacje chyba trzeba traktować z przymrużeniem oka.

      Usuń
  2. też o tym słyszałam i dlatego planuję od razu wykupić sobie karnet na siłkę, ale znając życie to: raz, że mi się nie będzie chciało, a dwa, że i tak codziennie odbędę swój mały maraton, ganiając za dzieciaczkami :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. widziałam u Ciebie na blogu, że będziesz miała trójkę to się pewnie nabiegasz :D ja z moim jednym może nie będę miała tak źle, więc karnet na siłkę jak najbardziej wskazany :P

      Usuń